Lekarze w Norwegii, także ci z polskimi paszportami, po skończonym dyżurze wracają do domu, mogą zjeść obiad i mają czas dla swojej rodziny. Lekarze w Polsce po skończonym dyżurze próbują zdążyć na… kolejny dyżur. Opieka zdrowotna w Polsce i Norwegii to dwa różne światy. Począwszy od zarobków lekarzy, przez możliwości własnego rozwoju, na podejściu do pacjenta kończąc. O wielkiej przepaści między nami, a Norwegami rozmawiamy z lekarzem ginekologiem Michaelem Tomalą, Polakiem mieszkającym w Skandynawii.

Polscy lekarze, zwłaszcza ci młodzi, już podczas stażu i specjalizacji stykają się z szarą rzeczywistością rodzimej służby zdrowia. Głodowe pensje, to wciąż jeden z największych problemów. Gdy dołożymy do tego braki kadrowe i tysiące pacjentów, mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego rezydenci i lekarze tuż po specjalizacji pracują ponad swoje siły.

 

Trzy dyżury z rzędu, czy 48 godzin pracy bez przerw to u nas „normalka”.
W Norwegii ciężka do wyobrażenia.

 

- Oczywiście na stażu i podczas specjalizacji, zwłaszcza w dużych miastach, lekarze biorą więcej dyżurów, żeby więcej się nauczyć i zdobyć większe doświadczenie – tłumaczy Michael Tomala, ginekolog polskiego pochodzenia mieszkający od dziecka w Norwegii. W rozmowie lekarz wskazuje także na aspekt czysto finansowy.


Dodatkowy dyżur w norweskim szpitalu to również dodatkowe zarobki,
ale proporcje są zupełnie inne niż w Polsce.


Norweski tydzień pracy trwa 37,5 godziny, dwie i pół godziny przeznaczone jest na przerwy i odpoczynek. Jak mówi Michael Tomala, zasady te przestrzegane są przez wszystkich pracodawców, a każda nadgodzina jest dodatkowo płatna. - Istnieje też system równoważnego czasu pracy, który zgodnie z przepisami stosuje się m.in. w szpitalach – dodaje lekarz. O co chodzi? W przypadku pracy zmianowej oraz obejmującej weekendy pracownik może pracować dłużej, a następnie odebrać nadgodziny w postaci dni wolnych. Nasz rozmówca wyjaśnia, że system ten rozliczany jest w sekwencjach 8-tygodniowych. - W praktyce oznacza to, że w kilku tygodniach z tego okresu mogę pracować średnio 48 godzin (nieprzekraczalny wymiar to 60 godzin) w zamian za proporcjonalne skrócenie czasu pracy w pozostałych – mówi lekarz. - Dodatkowo, jeśli np. podczas specjalizacji bierzemy dodatkowe dyżury, to zarówno przed i po, mamy dzień wolny.


Gdy kończę dyżur o godzinie 10 we wtorek, to do pracy idę w środę na godzinę 8 rano.

Polscy lekarze po skończonym, całodobowym dyżurze, rzadko kiedy wracają do domu. Najczęściej zaczynają kolejną pracę. Na oddziale, w poradni lub przyszpitalnej przychodni. Robią to wszystko, żeby dorobić do niskiej pensji. W przeciwnym razie zwyczajnie nie byłoby ich stać na kupno mieszkania i założenie rodziny. Finanse to kolejna ogromna przepaść między Polską, a Norwegią. Różnicę tę widać już w przypadku stażu.

 

Polski stażysta zarabia 1425 zł miesięcznie,

Norweski stażysta zarabia ok. 18 750 zł miesięcznie.

 

Patrząc na wszystkie te różnice, naturalne wydaje się, że także sama praca lekarza w Norwegii wygląda inaczej. Przede wszystkim zawód ten cieszy się ogromną renomą. Po wieloletnich studiach młodzi lekarze nie odczuwają aż tak boleśnie, jak polscy, zderzenia z rzeczywistością. Z rozmowy z Michaelem wnioskujemy, że inne jest także podejście do pacjenta. Przede wszystkim specjaliści mają czas, żeby rozmawiać z chorymi. - Studiowałem w Polsce, w Krakowie. To było ładnych parę lat temu, ale do dziś pamiętam szok jaki przeżyłem podczas praktyk w kilku szpitalach. Cały czas miałem wrażenie, że personel medyczny obarcza winą za wszystko, a przede wszystkim za chorobę, samego pacjenta – opowiada.

 

Taka odwrócona hierarchia w relacji lekarz - pacjent jest w Norwegii praktycznie niespotykana.

Michael po studiach w Polsce, specjalizację robił już w Oslo oraz na dalekiej północy, 50 kilometrów od Nordkapp. Tam, jak wspomina, największym problemem lekarza nie jest nadmiar pacjentów, czy ich brak, a logistyka. - Odległości między chorymi są liczone w dziesiątkach kilometrów. Do tego niesprzyjające warunki pogodowe i skrajne przypadki powodują, że jak coś się dzieje to dzieje się na całego – opowiada Tomala. - W trzecim dniu pracy trafił do mnie pacjent, który chciał zrobić badania niezbędne do przedłużenia ważności swojego prawa jazdy. Podczas wizyty nagle dosłownie spadł z krzesła. Zdiagnozowałem zawał. W takich przypadkach, jeśli pogoda pozwala, transportuje się chorego karetką do helikoptera i zabiera do szpitala. Zadzwoniłem więc po ambulans i zawiadomiłem pomoc lotniczą. Uratowaliśmy go – wspomina. Po odbyciu specjalizacji, pełnej równie barwnych przypadków, nie zdecydował się jednak zostać na północy i wrócił w okolice Oslo. Mimo swoich korzeni nie chciał także pracować w Polsce.

Pochodzę z rodziny lekarskiej, wielu moich krewnych pracuje w polskich szpitalach więc znam te realia. Między innymi dlatego wolę być lekarzem w Norwegii...

 

Maksymalny czas pracy lekarza w Norwegii to 60 godzin w tygodniu (nadgodziny rozliczane są później w kolejnych tygodniach pracy w postaci dni wolnych)

Polski lekarz pracujący na kontrakcie nie ma limitu godzin pracy.