To pierwszy z wyników badania które przeprowadziła platforma mojdyzur.pl! W internetowej ankiecie swoimi spostrzeżeniami podzieliło się 300 lekarzy. Za pomocą kilku prostych pytań sprawdziliśmy, z jakimi problemami borykają się na co dzień. 60 procent z nich uważa, że nie udaje im się zachować równowagi między życiem osobistym, a zawodowym. Przyznali oni, że przez swój zawód nie mają czasu ani dla siebie, ani dla rodziny. A Ty?

Atrakcyjne oferty pracy, bardzo dobre stawki i prosta obsługa, która wreszcie pozwala rozsądnie zaplanować lekarskie dyżury. To pierwsze spostrzeżenia jednego z ponad 100 lekarzy, którzy już korzystają z nowego serwisu. Mój Dyżur wystartował niecałe dwa tygodnie temu. To pierwsze tego typu miejsce, w którym to lekarz decyduje za jaką stawkę i na jakich warunkach będzie pracował.

Lekarz jest trochę jak fryzjer. Od rana do nocy wysłuchuje miliona historii swoich pacjentów. Z niektórymi może nawet podyskutować, ale z większością będzie się użerał. Bo od progu narzekają, bo naczytali się Wikipedii i sami sugerują co wpisać na recepcie, bo sąsiadka mówiła że... Dziś wchodzimy do gabinetu i podsłuchujemy, co o pacjentach mówią lekarze.

Masz trzydzieści parę lat, jesteś lekarzem na specjalizacji, albo tuż po. Harujesz dzień i noc za śmieszne pieniądze i generalnie masz przechlapane. A teraz wyobraź sobie, że złapałaś złotą rybkę, która w 2018 roku spełni twoje życzenie. Na myśl bez trudu przychodzi ci 20 najpilniejszych próśb. Spisały je dla nas rezydentki z Mazowsza i Małopolski.

- My na co dzień obcujemy ze śmiercią i doskonale wiemy, że wiek – 20 czy 50 lat nie ma znaczenia. Pstryk i może cię nie być. Podczas dyżuru w wigilię pojawiają się takie myśli, że omijają mnie święta, a następnych może już nie być... – mówi nam Adam, ratownik medyczny. Co przeżywają na dyżurach ratujący nam życie, gdy my opychamy się pierogami i makowcem babci? Zapytaliśmy Adama, który Wigilię spędzi na dyżurze.

Dyrektor też człowiek. Musi leczyć pacjentów, mimo że nie ma kim. Szpitale powiatowe przyjmują rocznie 100 000 pacjentów, a lekarzy w takich placówkach pracuje zazwyczaj około stu. Równanie jest proste, gorzej, gdy koledze po dwóch dyżurach trzeba powiedzieć, że musi zostać na kolejnym, bo nie ma kto zająć się chorymi. O trudnej sztuce zarządzania szpitalem, rozmawiamy z dyrektorem placówki powiatowej z Mazowsza.